Translate

Translate

niedziela, 24 sierpnia 2014

~.24.~

Właśnie przyleciałam do Indii, jest tu 2 a.m. i mimo późnej godziny czuję, że zaraz wyparuję. Odebrałam swoje bagaże, po czym włączyłam telefon. Miałam kilka nieodebranych połączeń i wiadomości. Najpierw wybrałam numer do Annie.
" Jak tam hindusko? "
" Stoję na lotnisku i nie wiem, co robić "
" Załatwiłyśmy ci hotel 3 gwiazdkowy, adres wysłałam sms'em, bo nie umiem tego przeczytać. Mów, jak Mumbai! "
" No cóż, cholernie duszno i gorąco. Nic nie rozumiem, ale jakoś się odnajdę "
" Dobra, zadzwoń gdy będziesz w hotelu "
Schowałam telefon do kieszeni dresów, a następnie udałam się na postój taksówek. Przez około 5 minut próbowałam wyjaśnić facetowi, że chcę jechać pod adres, który pokazywałam mu na telefonie. Na szczęście w końcu się udało i byłam w drodze do hotelu, patrząc na piękny krajobraz Indii. Zatrzymaliśmy się pod budynkiem średnich rozmiarów, dałam taksówkarzowi odpowiednią kwotę. Na szczęście na strefie bezcłowej był kantor i wymieniłam moje, nieszczęsne 20 funtów. Po wyciągnięciu walizki z samochodu udałam się do recepcji. Kobieta mówiąca po angielsku zrozumiała mnie i już po chwili stałam w windzie na 5 piętro. Otworzyłam kluczykiem drzwi, łóżko stało tuż przy ścianie. Na przeciwko mała toaletka, stary telewizor oraz krzesło. Szafa w rogu, wejście na balkon po lewej stronie łóżka. Łazienka z prysznicem, nie jest źle.
Postawiłam walizkę obok szafy i wyszłam na balkon. Świerze powietrze obwiało mnie, oparłam się o balustradę. Miałam widok na pałac, w którym mieszka Zayn. Nie mogę uwierzyć, że jestem tak blisko niego. Wzięłam głęboki oddech, po czym wyjęłam telefon.
" Jestem w hotelu, Annie "
" To dobrze, jak jest? "
" Mam widok na pałac "
" Skarbie, tylko nie płacz"
" Ale, jak ja się tam dostanę? Nie wpuszczą mnie do królewskiej posiadłości "
" Słuchaj, jutro rodzina królewska będzie na jakimś dziedzińcu. Oni mają swoje święta i zbiorą się ludzie, więc tam go będziesz musiała dorwać "
" Informujcie mnie, jak mam dojść przez telefon. Na pewno macie hinduskie kanały w telewizorach "
" Dobra, idź spać "
Rozłączyłam się i jeszcze raz spojrzałam na pałac. To trudne być tu, ale nie z Zaynem.
Wróciłam do pokoju, opadłam zmęczona na łóżko. Marzyłam, by znaleźć się w kranie Morfeusza.

Obudziłam się o 9:00 a.m. czasu w Indiach. Byłam wypoczęta i gotowa spotkać się z Zaynem. Wyjęłam z torebki numer do tego mężczyzny, którego poleciła mi Annie. Powiedział, że będzie za 30 minut, ale muszę mieć umyte i mokre włosy. Wzięłam więc kosmetyczkę oraz ręcznik, po czym udałam się do łazienki. Zmyłam z siebie cały brud, który został jeszcze z wczoraj. Ciepła woda spływała po moim nagim ciele sprawiając miłe uczucie, osuszyłam się ręcznikiem i zawinęłam go wokół siebie. Rozczesałam mokre włosy, a po pokoju rozległo się pukanie. Otworzyłam drzwi, a na oko 30 letni mężczyzna i 3 kobiety wparowali do środka z kuferkami.
- Jestem Richard, a to moje asystentki - odparł rozkładając swoje kosmetyki na toaletce.
- Rose, miło poznać - wymamrotałam zdziwiona.
- Siadaj tutaj - wskazał na krzesło przed lustrem. - Kiepskie warunki, ale dam rade.
Po chwili Richard zaczął suszyć moje włosy, a jego asystentki malowały mi paznokcie lub podawały mu jakieś kosmetyki. Dowiedziałam się, że Richard jest fryzjerem mamy Annie i kilka razy układał włosy mojej przyjaciółki. Po skończeniu efekt był niesamowity, fale opadały na moje plecy. Spojrzałam na paznokcie, wyglądały przepięknie. Biało-różowy kolor, posypane mały diamencikami. Przejechałam po jednym opuszkiem palca i uśmiechnęłam się.
- No i jak? - zapytała brunetka.
- Cudowne, dziękuje - odparłam szczerze.
Później blondynka zrobiła mi makijaż, który składał się z jasno różowej pomadki i czarno złotego cienia do powiek. Policzki podkreśliła brązowo - różowym różem. Gdy wyszli pokremowałam ciało balsamem z drobinkami złotka. Otworzyłam walizkę, a w niej leżał pokrowiec na ubrania. Wzięłam go do ręki i rozpakowałam. Na wieszaku znalazłam kartkę " Baw się dobrze ze swoim księciem :) - dziewczyny " Szczerze nie dziwię się, dlaczego one tak o mnie dbają przed tym spotkaniem. Wyglądałam dosłownie, jak trup za nim wpadł tu Richard. Rozstanie wpędziło mnie w zaniedbanie, lecz teraz trzymając niesamowite ubrania z fryzurą w stylu nie jednej gwiazdy czułam, że czas zobaczyć mojego księcia. Wciąż dziwnie mi myśleć o Zaynie jako członku rodziny królewskiej, ale nie zmienię faktu, iż jest on nim. Do tego przeżyłam pierwszy raz z Malikiem i wcale tego nie żałuję.
Ubrałam się w czarną, rozkloszowaną spódniczkę, błękitno-białą koszulę bez rękawów. Do tego torebka z ćwiekami, buty na wysokim obcasie. Miały mały otwór na palce. Spakowałam torebkę, po czym nałożyłam kolczyki w kształcie kropelek ozdobione diamencikami. Usiadłam na łóżku i włączyłam ipada. Szukałam informacji na temat tej ceremonii. Ma ona na celu uczczenie powrotu Zayna, jego siostry oraz niedoszłej żony. Cała rodzina królewska ma być na tym placu. Znalazłam adres, po czym zadzwoniłam do Nialla.
" Hej, nie mogę długo gadać "
" Jezu Rose, co u ciebie? Wszyscy się martwią "
" Wszystko dobrze, włącz zaraz jakiś indyjski kanał. Paa "
Schowałam telefon do torebki i wyszłam z pokoju. W windzie poprawiłam lekko włosy, po czym wsiadłam do taksówki, która stała przed hotelem. Zatrzymaliśmy się przed znakiem zakazu wjazdu z okazji ceremonii. Zapłaciłam daną kwotę, a następnie próbowałam przedrzeć się przez tłumy ludzi. Nagle zaczął dzwonić mój telefon, odebrałam wciąż idąc.
" Gdzie jesteś? "
" Nie wiem, gdzieś przy wejściu "
" W telewizji pokazują tłumy, bo królewska rodzina jeszcze nie wyszła "
" Jesteście tam wszyscy? "
" Tak, nawet chłopaki "
" Cześć, tu Louis "
" Hej, dobra jestem koło trzech drzew, są tu też kolorowe kwiaty "
" Nie widzę tego ''
Zdenerwowana błądziłam po placu, który zapełniony był ludźmi. Nagle wszyscy zaczęli krzyczeć i klaskać.
" Są, Jezus Maria oni są "
" Wiem Annie, ja też tu jestem "
" Widzisz ich? "
" Nie, ale widzę tłum wiwatujący "
" Pokazują ich "
" Ja jestem niedaleko fontanny "
" Idź tam, to na przeciwko "
" Nic nie widzę "
" Idź do fontanny "
Przedzierałam się najszybciej, jak mogłam. Fontanna była na dużym podwyższeniu zrobionym z marmuru. Można było na nie wejść, bo obok była górka. Niestety, wciąż nic nie widziałam i w szpilkach trudziłam się, by jakkolwiek iść.
" Gdzie ty do cholery jesteś? "
" Idę "
" Ale Zayn wygląda bosko "
" Annie "
" Sorka, ale serio wygląda bosko ''
" Gdzie jesteś? "
" Stoję na fontannie "
" Widzisz go? "
" Nie "
" To się odwróć "
Zrobiłam, jak kazała. Teraz dokładnie widziałam rodzinę królewską, i Zayna. Wyglądał tak cudownie, miał na sobie białą koszulę, której 3 pierwsze guziki były rozpięte. Do tego czarne spodnie, jego ręce były pokryte tatuażami, odsłonięte zostały przez rękawy koszuli podwinięte do łokcia. Moje serce biło coraz mocniej, to było on. Mój Zayn.
" Halo, Rose "
" Widzę go "
Wciąż patrzyłam tylko na niego, wtedy przypomniało mi się o moim tatuażu, który robiłam z Zaynem. Był przy mnie. Teraz dzieliło nas jakieś 15/20 metrów, a ja miałam kłopot, aby chociaż spojrzał w moim kierunku. Jego ojciec zaczął coś mówić, ale nic nie rozumiałam. On ze smutnym spojrzeniem siedział na krześle za podium mówcy. Nie wiedziałam co robić, gdy nagle król wypowiedział imię swojego syna, który wstał i rozglądnął się. Wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Najwidoczniej nie mógł uwierzyć, że tam stoję. Jego ojciec niezręcznie mruknął coś do Zayna, lecz on zamiast go posłuchać zaczął iść w moją stronę. Tłum rozsuwał się, a straż biegła za nim. Usłyszałam krzyki w telefonie, wciąż go nie wyłączyłam. Zeszłam na płaski grunt, gdzie zobaczyłam Malika. Ten przyciągnął mnie do siebie, położył ręce na mojej tali i namiętnie pocałował. Oplotłam swoimi dłońmi jego szyję. Nagle w moim brzuchu pojawiło się dziwne uczucie, nie te walnięte motyle, o których mówią w filmach. To było coś głębszego. Oderwaliśmy się od siebie, po czym Zayn spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy. Odgarnął kilka kosmyków moich włosów.
- Jesteś tutaj - wyszeptał przejeżdżając dłonią po moim policzku.
- Jestem - przytuliłam go, tak bardzo tęskniłam.
- Chodź - odparł ciągnąc mnie za rękę.
Biegliśmy w stronę jego rodziców i sióstr. Już czułam, że nie będę mile widziana, ale kocham Zayna. Nikt, ani nic tego nie zmieni.
Wszyscy weszli do środka, zdziwieni wpatrywali się na nas.
- Porozmawiamy o tym w pałacu - warknął ojciec Zayna, po czym skierował się do czarnego mercedesa. Otworzył go kierowca, a ochrona towarzyszyła królowi cały czas.
- Pojedziemy do pałacu - zakomunikował Zayn, ciągnąc mnie w stronę drugiego auta.
Zajęłam miejsce obok Malika, a po chwili do środka weszła szczupła nastolatka - siostra Zayna.
- A więc ty jesteś Rose - rzekła z uśmiechem - Waliyha.
- To ja, miło cię poznać - podałam jej dłoń, którą uścisnęła.
- Faktycznie jesteś taka ładna, jak opowiadał - stwierdziła przyglądając mi się.
- Dziękuje, o tobie nic Zayn mi nie mówił, ale widzę same pozytywy - powiedziałam spoglądając to na nią to na Malika, który niespodziewanie splótł nasze dłonie.
- Ogólnie szykujcie się na długą rozmowę - odparła Waliyha poprawiając fryzurę.
Moją uwagę przykuł ogromny zamek.
- Ty tu mieszkasz? - zapytałam oniemiała.
-  Tak, skarbie - przejechał kciukiem po wierzchu mojej dłoni.
- O ja pierdole - zaklęłam, po czym tego żałowałam - To znaczy duży jest.
- Spokojnie przy nas możesz, tylko broń Boże przy rodzicach - ostrzegła Wal.
Wjechaliśmy przez ogromną bramę, oglądałam wszystko przez okno. Nie docierało do mnie, że obok siedzi Zayn i właśnie jadę do jego pałacu.
- Czytałaś list? - zapytał całując mnie w policzek.
- Tak - oparłam głowę o jego ramię.
- Hazza się spisał, Rose proszę wybacz mi - szepnął ściskając mocniej moją dłoń.
- Wybaczyłam już dawno - wyszeptałam, po czym pocałowałam go.
Zatrzymaliśmy się na ganku, niewielka fontanna na środku i pełno kwiatów. Wysiadłam z auta, a Zayn złapał mnie za rękę idąc w kierunku wejścia. Wielkie drzwi otworzone zostały przez straż, ogromny hol od razu mi się spodobał. Cały ten przepych był dla mnie obcy, ale miałam przy sobie Zayna i nie myślałam o tym. Weszliśmy po schodach, po czym Malik zaprowadził nas do pokoju, w którym znajdowały się duża kanapa, dwa fotele i stolik. Wszystko urządzone w indyjskim stylu.
- Zayn? - usłyszałam głos kobiety.
- Szykuje się opierdol - szepnął Zayn, na co cicho się zaśmiałam.
- Śmieszy cię coś młoda damo? - szczupła brunetka stanęła 5 metrów przed nami ze srogą miną i założonymi rękoma pod biustem.
- Nie - wymamrotałam przestraszona, chowając się za Zaynem.
- Zayn, czyś ty oszalał? Ojciec prawie zawału dostał widząc, jak biegniesz do niej - mówiła, przez co poczułam się cholernie głupio.
- Kocham Rose - przyciągnął mnie do siebie, lecz mój wzrok utkwiony był w podłodze.
- Uważasz, że pozwolimy, żebyś sobie z jakimiś laleczkami biegał? Pożegnaj ją i więcej z nią kontaktu nie masz - wrzasnęła machając rękoma. Czułam, jak miękną mi nogi.
- Jeśli ona ma odejść to ja z nią. Kocham Rose i nie ma szans, że stracę ją po raz kolejny - odparł odważnie Zayn.
- Zayn - gromki, męski głos dobiegał z korytarza, a po chwili wysoka postać stanęła w drzwiach. - Zdecydowałem, co z tym wszystkim zrobić.
_______________________________________________________________________________
Witajcie :3 O to i rozdział 24. No i się spotkali :) Widzieliście, że to nastąpi prawda? Jak myślicie, co zdecydował tata Zayna? Poza tym zbliżamy się do końca 1 części <3
-Komentarze karmią wenę.
-Miley <3

10 komentarzy:

  1. świetny rozdział + MAGICZNY NAGŁÓWEK <3 !
    http://brother-styles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Będą razem :) Muszą być! A rozdział świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział. Super się czyta i trzyma w napięciu. Czekam na ciąg dalszy. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajebisty nie mogę się doczekać następnego :) i szkoda że pierwsza część się kończy

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny rozdział czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  6. cud miód i malina :D czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  7. http://twitlonger.com/show/n_1s70n45 Polish Directioners CZYTAMY DO KOŃCA I BIERZEMY UDZIAŁ :D <--- PRZESYŁAJCIE DALEJ :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje!
    Zostałaś nominowana do Libster Avard! więcej tu -- http://brutal-and-dangerous.blogspot.com/2014_09_01_archive.html

    OdpowiedzUsuń